Wiosenna ‘bylejakość’

Dziś chciałabym się podzielić z Wami moimi spostrzeżeniami po przeglądzie wiosennych kolekcji w sklepach sieciowych. Najpierw o tym, co mnie mile zaskoczyło, a mianowicie kolorystyka. We wszystkich sklepach pełno jest żółci, zieleni, różu, pomarańczy, błękitu w różnym nasyceniu. Samo oglądanie tych ubrań wprawia w wesoły, wiosenny nastrój, a co dopiero ich noszenie. Niestety tu muszę przyznać, że bardzo się zawiodłam.

Zawiedziona jestem formą- wszystkie t-shirty czy koszule mają nieforemny kształt, są luźne i przewiewne, ale za nic nie podkreślają atrybutów kobiecej figury. Sukienki leżą dobrze tylko na manekinach – poprzypinane skrzętnie szpilkami. Ponadto zawiodłam się też materiałami, z jakich wykonane są ubrania wiosennych kolekcji. Praktycznie we wszystkich sklepach królują sztuczne materiały – poliester, wiskoza, poliamid, elastan. Te tkaniny nie oddychają, nie przepuszczają powietrza, powodują pocenie się i nieprzyjemny zapach. A przecież idą coraz to cieplejsze dni. W upale ubranym w takie materiały nawet najlepszy dezodorant nie pomoże. Bardzo rzadko można spotkać „starą dobrą bawełnę’ w modelach nie ‘basic’owych’.

Przecież bawełna to materiał naturalny, przewiewny, przyjemny i łatwy w noszeniu. Bawełna z elastanem, nawet w bardzo obcisłej formie, nie podkreśli nam niedoskonałości, tak bardzo jak wiskoza, czy poliester. Niestety w ostatnim czasie da się zauważyć, że bawełna znika ze sklepów. Bawełniane są teraz tylko basic’owe koszulki i podkoszulki oraz… piżamy. Nie do końca jednak jest to podyktowane modą.

W zeszłym sezonie, zamieniano bawełnę na wiskozę – elastan, bo ta była dużo tańsza. Ulewne deszcze w bawełnianym zagłębiu świata- Chinach i Indiach spowodowały częściową utratę zbiorów. Deficyt bawełny na rynku międzynarodowym spowodował pokaźny wzrost jej ceny, a wszechobecny kryzys pchnął marki odzieżowe do zastępowania wygodnych bawełnianych sukienek, tunik i t-shirtow sztucznymi tańszymi zamiennikami.

Za koszule i sukienki z domieszką jedwabiu czy za dżinsy dobrej jakości trzeba zapłacić krocie.
W wiosenną aurę będziemy, więc odziewać się w sztuczne, ale co najgorsze – kiepskiej jakości materiały. Ich jakość bowiem daje wiele do życzenia, zwłaszcza, jeśli popatrzy się na metkę z ceną. Za zwykły, luźny t-shirt z cienkiego poliestru zapłacimy nie mniej jak 89 zł. Za cienkie, obcisłe dżinsy trzeba dać ok. 160 zł, a za kiepskiej jakości sukienkę z poliestru ok. 200zł. Te rzeczy nie są warte nawet połowy tej ceny.

Zawiedziona jestem zatem, przesadną oszczędnością sieciowych marek. Mój przegląd sklepowy zakończyłam praktycznie z pustymi rękami. Nie udało mi się nasycić nurtującej potrzeby odświeżenia swojej szafy o kilka sztuk z nowych, wiosennych kolekcji. Nie za tą cenę i nie w takiej jakości. Poczekam jeszcze, może kwiecień przyniesie jakieś ciekawe inspiracje warte swojej ceny.